- Jeśli mnie rozpoznają, na pal nawleką. .
- W takim razie kontaktował się z wami - powiedział Havelock, przerzucając spojrzenie na ekran. Otrzymaliście to od niego, a nie do Anthona.. Bliźniakom dano imiona: jano i Jaśko. "Chłopy mówił stary - na schwał, tak że w całym Królestwie nie masz podobnych, a przecie jeszcze nie wieczór." I ukochał ich od razu wielką miłością, a za Jagienką świata nie widział. Kto mu ją w oczy sławił, ten wszystko mógł u niego uzyskać. Zazdroszczono jej jednak klockowi szczerze i sławiono ją nie tylko dla korzyści, gdyż istotnie jaśniała ona w okolicy niby kwiat najpiękniejszy ze wszystkich na łące. Przyniosła mężowi wielkie wiano, ale i więcej niż wiano, bo wielkie kochanie i urodę olśniewającą oczy ludzkie, i dworność, i dzielność taką, że niejeden rycerz mógłby się nią pochlubić. Nic to dla niej było w kilka dni po połogu do gospodarstwa wstać, a potem z mężem na łowy jechać albo konno z Moczydołów do Bogdańca rano skoczyć i przed południem do Jaśka i jana wrócić. Kochał ją tedy jak źrenicę oka mąż, kochał stary jano, kochała czeladź, dla której ludzkie miała serce, a w Krześni, gdy w niedzielę wchodziła do kościoła, witał ją szmer podziwu i uwielbienia. Dawniejszy jej zalotnik, groźny Cztan z Rogowa, żeniaty z córką kmiecą, który po mszy pijał w karczmie ze starym Wilkiem z Brzozowej, mawiał podpiwszy do niego: "Szczerbiliśmy się o nią nieraz z waszym synem i chcieliśmy ją brać, ale to tak właśnie było, jakby po miesiąc na niebie sięgać." Inni zaś głośno wyznawali, że takiej chybaby na dworze królewskim w Krakowie szukać. Bo obok bogactwa, urody i dworności czczono także niezmiernie jej czerstwość i siłę. I był o tym jeden głos, że "to dopiero niewiasta, co niedźwiedzia oszczepem w boru podeprze, a orzechów nie potrzebuje gryźć, jeno je na ławie ułoży i z nagła przysiędzie, to ci się wszystkie tak pokruszą, jakobyś je młyńskim kamieniem przycisnął". Tak to ją sławiono i w parafialnej Krześni, i po sąsiednich wsiach, a nawet w wojewódzkim Sieradzu. Jednakże zazdroszcząc klockowi z Bogdańca nie dziwiono się zbytecznie, że ją dostał, albowiem opromieniła i jego taka chwała wojenna, jakiej nikt w okolicy nie miał. Młodzi włodykowie i szlachta prawili sobie wzajem całe opowieści o Niemcach, których "nałuszczył" w bitwach pod wodzą Witolda i w pojedynkę, na udeptanej ziemi. Mówiono, że żaden mu się nigdy nie odjął, że w Malborgu dwunastu ich zbił z koni, między nimi brata mistrzowego Ulryka, wreszcie, że nawet z krakowskimi rycerzami mógł się potykać i że sam niezwyciężony Zawisza Czarny był mu życzliwym przyjacielem.. Prościej, choć w stylu epoki. Kiedy zmarł w 950 r. Lotar, król północnej Italii, syn Hugona z Prowansji, została po nim. świat dziwić moją siłą, dziwię go moją słabością; zamiast za. Się zbyt łagodnie, i dlatego więcej go nie posyłano. Szczególniej. - Nie wiem, co jest nie tak - mówi z przyjazną godnością -... między wami. Między Jurą a mną natomiast... wszystko jest jak najbardziej "tak". Bez podtekstów. Przebywamy razem, bo razem pracujemy wiesz o tym, bo przeważnie jesteś przy tym. Patrzę na niego tak, jak patrzę, bo go kocham. Ani go nie posuwam, ani on mnie nie posuwa, tylko kocham go. To, że on jest i mogę go kochać, pomaga mi żyć. Szczerze powiem, że gdyby nie on, nic by mnie nie obchodził los Ananków, historia Ananków, nawet gdybym wiedział, że w ogóle istnieją. Co najwyżej współczułbym im jak wszystkim nieszczęśnikom na świecie, jak sobie samemu. Ale gdyby nie Anankowie, byłoby mi z pewnością ciężej w radiu, bo musiałbym, niejako zawodowo, czy ze względu na wyrzuty sumienia, współczuć Polakom. A trudno im współczuć, Polakom jako idei, żyjąc w otoczeniu Polaków z krwi i kości, pracując z nimi dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, przez dwadzieścia lat. Znając na pamięć ich dowcipy powiedzonka, kłamstewka, intrygi i wszystkie nie spełnione ambicje i marzenia. To samo pewnie dotyczy Rosjan, Ukraińców, Uzbeków czy Tatarów. Trudno kochać kogoś, kogo się zna na wylot, na wskroś, jak oglądane do znudzenia, do mdłości własne odbicie w lustrze, rano, na kacu. Przecież żyjemy na permanentnym kacu.. Kto nie wierzy, niechaj się rozejrzy. Oto autorzy, których dokonania na polu klasycznej - lub nieklasycznej - SF są interesujące, odkrywcze i ze wszech miar godne uwagi, tworzą zapierające dech w piersiach "Pirogi", gdy dotkną fantasy. Symptomatyczne? Oczywiście, że symptomatyczne. Bo inkryminowani autorzy znają kanon SF, wychowali się na nim, fascynowali się lekturami, dokopywali się w nich przesłania i głębszej treści. Znają SF jako METODĘ TWÓRCZĄ. Znają wszystkie odcienie i subtelności gatunku, wiedzą, że gatunek ten niesie z sobą odrobinę więcej, niż radosne opisywanie przybyłych z otchłani Kosmosu Bug Eyed Monsters, pragnących władzy nad Ziemią, naszej krwi i naszych kobiet.. - W świetle tego co ci powiedziała, mogę to zrozumieć.. - Jaka tam werna! Bazyliszek! Spójrzcie jeno, jaki srogi, jak syczy, jak klatkę kąsa! Jakie ma zębiska! Zębiska, powiadam, majak... - Jak wiwerna - wykrzywiła się Ciri.. Jakoż jeszcze tego samego dnia odwiedził Zbyszka w podziemiu, kazał mu być dobrej myśli i opowiedział o prośbach obu księżn i o łzach Danusi... Zbyszko dowiedziawszy się, iż dziewczyna rzuciła się dla niego do nóg królewskich, rozczulił się tym uczynkiem aż do łez i nie wiedząc, jak swoją wdzięczność i tęsknotę wyrazić, rzekł obcierając wierzchem dłoni powieki: Hej! niechże ją Bóg błogosławi, a mnie jako najprędzej zezwoli jakową walkę pieszą albo konną za nią stoczyć! Za mało ja jej Niemców obiecał - bo takiej trzeba ich było tylu ślubować, ile ma roków. Byle mnie Pan Jezus z tej obieży wybawił, juże ja jej nie poskąpię!....